Duszone żeberka w sosie własnym

Duszone żeberka w sosie własnym 

Żeberka , to chyba najsmaczniejszy kawałek wieprzowiny , szczerze mówiąc wolę je nawet od polędwicy . Przeważnie robię pieczone lub grillowane , ale od czasu do czasu w sezonie zimowym zdarzy mi się je udusić ..no nie dosłownie , nie siadam na świni i nie duszę jej własnymi rękami 😉  Tym daniem zachwyca się tylko najmłodszy syn bo on kocha sosy i ziemniaki w nich pływające . Reszta jakoś strasznie nie marudzi i też zjada . Przepis prosty i zaoszczędzający mnóstwo czasu w kuchni , mięso wychodzi delikatne i rozpływające się w ustach . 

duszone żeberka w sosie własnym

Składniki :

  • 1 kg żeberek wieprzowych – najlepszy jest pasek
  • 1 łyżka smalcu do smażenia
  • 3-4 listki laurowe
  • 1 płaska łyżeczka cukru
  • 2 łyżeczki maggi w płynie
  • sól , pieprz do smaku
  • 1 łyżka mąki do zagęszczenia sosu

IMG_1890IMG_1891



Żeberka płukamy , kroimy w lubiane kawałki . W brytfance mocno rozgrzewamy smalec i obsmażamy na nim żeberka , wręcz przypiekamy na mocny złoty kolor, obracając co jakiś czas  . Tak przysmażone z każdej strony , zalewamy 2 szklankami wody , wrzucamy listki laurowe , sól , cukier , maggi i dusimy pod przykryciem , aż sos odparuje , a żeberka ponownie zaczną się smażyć . Wtedy ponownie dolewamy 2 szklanki wody i dusimy jeszcze około 30 minut , w razie potrzeby dolewając wody , tak żeby żeberka były przykryte . Po tym czasie mąkę rozprowadzamy w szklance wody , tak żeby nie powstały grudki i powoli wlewamy partiami , cały czas mieszając do żeberek , aż sos uzyska lubiana konsystencję ( nie wlewamy od razu całości bo zrobi się klucha , lejemy tylko troszkę , mieszamy i znowu troszkę itd.. ) . Na koniec prószymy pieprzem i podajemy . Świetne danie obiadowe , a już z surówką z kiszonej kapusty robi się boskie 😉

IMG_1894duszone żeberka w sosie własnym

 

 

 

19 thoughts on “Duszone żeberka w sosie własnym”

  1. Bardzo fajny przepis, wyszło super smacznie. Obawiałam się, że będzie tłusto i wątroba mojej Mamy będzie dawała o sobie znać po tej potrawie, ale wzięła na wspomaganie wątroby swój Essentix i zabrała się za dokładkę. Więc smacznie i zdrowo, nawet dla osób z problemami wątroby. Przepis na stałe zagości w mojej kuchni. Pozdrawiam

    1. Kolorek sosu, uzyskujemy przez podsmażenie – zezłocenie żeberek na smalcu , maggi nie musi być , świetnie zastępuje ją lubczyk , ale bez tego dodatku także smakują super 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Smalec odrobinę zmienia smak i nie oddziela się od sosu , olej czasami po zagęszczeniu sosu potrafi się oddzielić i zrobić niesmaczne oka , ale generalnie można spróbować 😉 Ja też nigdy nie trzymam się sztywno przepisów . Pozdrawiam 🙂

  2. Pyszne, pyszne, pyszne!!!! Robię już je kolejny raz i za każdym razem wszystkim bardzo smakują. Dziś robię tacie na wyjazd na narty. Chcę je po przygotowaniu zawekować i zapasteryzować 3x w piekarniku. Mam nadzieję, że się uda. Dziękuję za prosty i przepyszny przepis :))

  3. Fajny przepis,napewno wypróbuję! nierozumiem tylko jednej kwestii, kiedy piszesz o pierwszym odparowaniu pod przykryciem,potem już duszenie?
    Wydaje mi się ze kolrjnosc jest inna,najpierw doprowadzasz do odparowania bez przykrycia, następnie dolewasz wody i pod przykrycism zaczynasz dusic.

    1. Witaj . Zawsze robię tak samo i uwierz że pod przykryciem też odparuje , przecież pokrywka zawsze wypuszcza parę nigdy nie przylega całkowicie , inaczej garnek zmieniłby się w granat odłamkowy 😉

    1. Witaj. Odparuje , tylko wolniej przez co mięso będzie bardziej delikatne a sos aromatyczny . Żaden garnek czy brytfanka nie jest całkowicie szczelny a większość ma otwór w pokrywce umożliwiający ujście pary 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Smażenie czegokolwiek na oleju roślinnym, a już szczególnie mięs ssaków, to proszenie się o cukrzycę, otyłość biodrowo-brzuszną, i zawał serca.
    Ludzie mają tak wyprane głowy zachodnią „dietą”, że brak słów.
    Oleje roślinne używane do smażenia w trakcie tego procesu zamieniają się w pokost do impregnacji drewna a nie w żywność.

    Najedzą się tacy „chudo i zdrowo” toksyn z przepalonego oleju a później się cieszą, że taka senna „błogość” ogarnia po takim posiłku. To nie błogość, tylko efekt ciężkiego zatrucia organizmu, który walcząc z dostarczonymi mu truciznami, prawie wyłącza większość organów ciała, żeby wszystkie siły skupić na oczyszczeniu organizmu z toksyn. Ta „błogość” czyli ogólne osłabienie i senność to efekt podobny do przechodzenia grypy, tylko bez gorączki.
    Żywią się tacy toksyczną paszą (bo trudno to nazwać żywnością) i po tym pochłaniają kilogramami suplementy „diety”…

    Jeśli nie wierzycie, to zróbcie eksperyment: nie jedzcie żadnego śniadania, żeby w układzie pokarmowym nie było „zdrowych i dietetycznych” trucizn jakie sobie zapodajecie w trosce o swoje organizmy, a na obiad usmażcie sobie stek na domowej roboty smalcu wieprzowym, w ostateczności na kupnym (lepszy byłby wołowy ale w Polsce jest niedostępny. W Anglii można kupić „Lard”), 2 jajka sadzone, do tego jakąś surówkę ze świeżych warzyw, tylko BEZ żadnego oleju!!! albo ogóra kiszonego, popijcie zwykłym polskim kompotem domowej roboty z naszych rodzimych owoców. (No i nie wolno zagryzać ŻADNYM pieczywem!).
    I czekajcie na poobiednią „błogość”…
    Nie nadejdzie. Wręcz przeciwnie, dostaniecie takiego „kopa” na chęć życia, jakiego dawno nie mieliście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *